Ania to moja koleżanka z czasów liceum. Na sesji spotkałyśmy się pierwszy raz od dobrych kilku lat. Każda nas w zupełnie innym miejscu życia, niż wtedy, w zupełnie innych rolach. Czas weryfikuje nasze plany i marzenia, a życie daje tyle możliwości i okazji, że zaprowadzić nas może tam, gdzie się nie spodziewamy. 😄💙

Spotkałyśmy się o złotej godzinie, czyli tuż po wschodzie słońca, kiedy niebo z niebieskiego przechodzi w złoty kolor 💙 Dla mnie to idealna pora na zdjęcia. Zachody też lubię, ale obydwie pory różnią się od siebie. Wschody są delikatne, słońce dopiero pokazuje swoją moc. O zachodach słońce w pełnej mocy stopniowo się osłabia, więc proces jest odwrotny. 

No i o zachodzie czas jest ograniczony – jak słońce zajdzie to skończy się czas na zdjęcia 😄 O wschodzie sytuacja jest bardziej łaskawa, ale kiedy złota godzina się skończy efekty już nie będą takie przyjemne – ja bardzo lubię ten „soft” na zdjęciach – pastelowe kolory, lekką mgiełkę, rozproszone światło.


Ania przed obiektywem była jak „ryba w wodzie” – od samego początku. Ja po prostu mogłam robić zdjęcia, dając kilka wskazówek od czasu do czasu – pełen komfort! 🙂💙 Woda była przecudowna, rozgrzana, spokojna. Wskoczyłyśmy do niej obydwie, a z każdym kolejnym kadrem wchodziłyśmy coraz głębiej! 😄💙 Ania osiągnęła maksimum – ja ze względu na Canona odpuściłam! 😄



Zdjęcia, które zobaczycie poniżej to te konkretne, które wymarzyłam sobie na tę sesję. Chciałam koniecznie uzyskać odbicie twarzy na tafli wody i to się udało – woda była spokojna, lekko falowała więc pozwoliła ten efekt uzyskać dając mi tym samym ogromną satysfakcję z tej sesji 🙂💙

No, a Ania – dzielna do końca, gotowa zmoczyć się do suchej nitki o 7:00 rano w sierpniowy poranek 🙂💙

Dziękuję! 💙